28 Jun 2014 Comments [0]Categories Australia

Zanim zacznę pisać o moim pobycie w Australii muszę się cofnąć troszeczkę w czasie i opowiedzieć jak to się stało, że w ogóle znalazłem się na wyspie kangurów.

Nie pamiętam dokładnej daty kiedy pierwszy raz Natalia, Dominik i jeszcze wtedy malutka Zuzia, moi przyjaciele z Wrocławia, a teraz z Perth, wspomnieli o tym, że chcą się wyrwać z Polski. W sumie nigdy nie pytałem skąd, czy jak dowiedzieli się o możliwości dostania wizy do Australii i że w przypadku absolwentów Politechniki Wrocławskiej ten proces jest dość prosty i pewny. Dlaczego pewny ? Bo nie zawsze gdy się starasz o wizę, otrzymujesz ją, ale jako ‘uprzywilejowani’ młodzi inżynierowie z Polski mieliśmy chody jeśli chodzi o uzyskanie 1,5 rocznej wizy z nieograniczonymi prawami do pracy w krainie Oz.

Wspomniana wyżej młoda rodzinka była mocno zdeterminowana do wyjazdu. Oni byli myślami już na drugim końcu świata, mimo, że nawet dobrze nie rozpoczęli procesu uzyskania wizy. Mnie decyzja nie przyszła tak łatwo, chociaż namawiali mnie po wielokroć. Ostatecznie, w końcu uległem i się zgodziłem. Oczywiście to nie jest tak, że po powiedzeniu sobie i innym ‘jadę’, jedziesz, a w zasadzie lecisz. To tylko wierzchołek góry lodowej.

Ta rzeczywista decyzja chyba zapada w momencie, gdy kupujesz bilet lotniczy i opłacasz mieszkanie. Tak, wydaje mi się, że, gdy wydajesz masę kasy, której nie da się w żaden sposób odzyskać, a wylot jest za kilka tygodni, miejsce w jakimś mieszkanku już na Ciebie czeka, to właśnie to jest to prawdziwe ‘o %&^$, ja naprawdę lecę’. Cofnijmy się jednak o jakieś ~1,5 roku. To właśnie wtedy oznajmiłem sobie i znajomym, dość luźno, że decyduję się. A co!

IELTSPierwsze co musiałem zrobić to zdać test IELTS General Training na minimum 6.0 (skala do 9.0) z każdej części tegoż testu, żeby w ogóle móc myśleć o rozpoczęciu procesu wizowego. Każde podejście do testu kosztuje ~600 zł. Na szczęście udało mi się za pierwszym razem, uff. Nie wiem czy wtedy byłem na tyle zdeterminowany żeby podjąć ewentualną kolejną próbę. Kwestia finansowa była głównym demotywatorem. Naprawdę, gdyby podwinęła mi się noga, jest mocno prawdopodobne, że nie pisałbym właśnie tego tekstu z mojego łóżka w Sydney. Egzamin był jakimś krokiem w stronę zdobycia wizy, bo był niezbędny, ale z drugiej strony zawsze dobrze jest mieć jakiś certyfikat z języka angielskiego, więc mimo ‘decyzji’ nic zobowiązującego. Aha, zapomniałem wspomnieć, że starać się o wizę (tego typu, czyli 476) należy przed upływem dwóch lat po zakończeniu studiów, licząc od dnia daty na dyplomie. Oczywiście czekałem do ostatniej chwili, ze względów zawodowych i ciągłych wątpliwości. Zawodowych, bo dopiero co zmieniłem pracę i chciałem nabyć jak najwięcej doświadczenia przed wylotem, a wątpliwości miałem do samego końca, szczyt niepokoju osiągnąłem przeddzień wylotu. Niemniej jednak, po kilku miesiącach od otrzymania wyników egzaminu, rozpocząłem proces zdobywania wizy.

Information PlanetZgłosiłem się do agencji Information Planet, z którą już wcześniej byłem w kontakcie i machina ruszyła. Pan Paweł i Pan Darek to przemili ludzie, którzy znają Australię na wylot, odpowiedzą na wszystkie pytania, rozwieją wszelkie wątpliwości, a w dodatku zmotywują. Co najważniejsze zdobędą dla Was wizę. Polecam. Jak wiadomo, nie ma w życiu nic za darmo. W momencie kiedy ja starałem się o wizę, koszt takiej usługi wynosił 3000 zł. Do tego należy jeszcze doliczyć koszty badań lekarskich, które można zrobić (aktualnie) w Krakowie i Warszawie, akt z sądu o niekaralności czy, międzynarodowe prawo jazdy. Łącznie ~500 – 600 zł. Po 2 – 4 miesiącach od złożenia papierów otrzymujesz decyzję w sprawie wniosku wizowego. Przy pozytywnej decyzji, dostajesz określony czas (nie wiem od czego zależy ten czas) na pojawienie się na wyspie skazańców. Mnie dali ~6 miesięcy. Oczywiście, wyleciałem praktycznie ~15 dni przed upływem wyznaczonej daty. Kolejne odwlekanie decyzji w czasie.

Mimo zbliżania się terminu wyjazdu, dalej nie przechodziło mi przez myśl, że będę ‘za chwilę’ na drugiej półkuli świata, łaził po Australii odwrócony do góry nogami. Przeciągający się proces emigracji chyba uśpił wszystkie wątpliwości, lęki i troski, które wypełzły jak mrówki z trąconego kijem mrowiska wraz z nastaniem dnia kupna biletu lotniczego. Ten dzień, a w zasadzie przeddzień wykonania przelewu był prawdziwym sprawdzianem. Wtedy wszystkie strachy spojrzały mi prosto w oczy i zaczęły głośno pytać. Po co to wszystko ? Jak to będzie ? Czy sobie poradzę ? A następnie zaczęły szeptać delikatnie do ucha: zostań, nie rób tego, nie dasz rady, przecież tu ci dobrze, tutaj masz pracę, przyjaciół, rodzinę, znasz każdy kąt, nie leć, jeszcze coś Ci się stanie. W takich sytuacjach zawsze powtarzam sobie, to co powiedziała mi kiedyś moja Mama, a co powtarzał jej Tata, a mój Dziadek. Pamiętam jak dziś, koniecznie chciałem nauczyć się skakać do wody na główkę do tyłu, ale ogarniał mnie lęk jak tylko stawałem na krawędzi pomostu, wraz z kolejną nieudaną próbą moja Mama powiedziała:

Jeśli chcesz coś zrobić, a się boisz, to bój się i to rób

Bałem się i skoczyłem. Przełamałem się. To też w myśl tej prostej idei, bałem się i kupiłem. Nie było już odwrotu, lot zaklepany. Lecę! Kolejny odważnik na szalę emigracji dołożyłem w kilka dni po kupnie biletu, wykupując 4 tyg. pobyt w domu z agencji Austay, w Sydney, za ~2000 zł. Ja naprawdę tam lecę! Dżizas..Zmasowany atak wątpliwości, w chyba największym natężeniu, nastał dzień przed wylotem i trwał aż do samego wlezienia na pokład maszyny. Pożegnanie z rodzicami na lotnisku było ‘okropne’, nie znam osoby, która lubi jak jego mama płacze. Oczywiście mnie to tam nie ruszało, przecież prawdziwi mężczyźni nie płaczą, no może czasem pocą im się oczy, tak jak mnie siedząc przed bramką i czekając na poznańskiej Ławicy na lot do Sydney. Bałem się jak cholera…i poleciałem.

Comfort ZoneWraz z postawieniem stopy na pokładzie samolotu człowiek się całkowicie zmienia. Wkracza się w nowy, nieznany, świat, w którym jesteś zdany tylko na siebie. Czujesz się jak porzucone młode w dżungli, które ze słodkiego i niewinnego lwiątka natychmiastowo mężnieje i staje się dojrzałym i wyśmienitym myśliwym. Portal do innego wymiaru, w którym wszystkie zmysły zaczynają pracować na najwyższych obrotach. To taki moment, w którym pewne ustanowione od stuleci granice zostają przekroczone. To czas, w którym coś co było wcześniej nie do pomyślenia staje się Twoją codziennością. Odkrywasz w sobie wcześniej nieznane ‘moce’, które były schowane pod kołdrą strefy komfortu. Dzieje się tak dlatego, że Twój instynkt każe Ci za wszelką cenę przetrwać.

Niesamowita szkoła życia. Poznajesz nowego siebie. Odkrywasz nieodkryte. Stajesz się silniejszy niż kiedykolwiek. Przy tym masz okazję obcować z innymi, dotąd, nieznanymi kulturami, zachowaniami, miejscami, ludźmi. Rozszerzasz swoje perspektywy, światopogląd czy horyzonty w tempie n – silnia, dla laików, bardzo szybko ;]. Żeby jednak móc tego doświadczyć, jak ładnie kiedyś powiedział mój bardzo dobry kumpel, musisz obniżyć swój poziom komfortu, a mówiąc bardziej dosadnie, a jednocześnie cytując Bohdana Łazukę z kultowego filmu Chłopaki Nie Płaczą

Nadszedł moment kiedy musisz wziąć sprawy w swoje ręce i opuścić ciepły kurwidołek.

Mnie udało się uciec ze swojej strefy komfortu! A Tobie ? Dalej masz wątpliwości ?

 

Nie powiodłoby mi się to jednak bez udziału wielu. Dlatego podziękowania ślę wszystkim bliższym czy dalszym znajomym, z pracy czy z podwórka, rodzinie bliższej i przyszywanej oraz wszystkim tym, którzy mnie wspierali i życzyli najlepszego. W szczególności jednak Podziękować muszę:

Natalii i Dominikowi wraz z Zuzią, którzy w swojej upartości dążenia do celu za wszelką cenę, byli moim największym motywatorem. Bez Was w ogóle bym o wylocie nie pomyślał. Dziękuję!

Mojej najbliższej rodzinie. Rodzicom, którzy mimo wewnętrznego smutku ‘utraty syna’ zawsze wspierali mnie w każdym aspekcie mojej dezycji, nie tylko mentalnie, ale i finansowo – oddam, obiecuję, ale nie wiem kiedy :). Siostrze, ‘Bratu’ i już nie takiej malutkiej Iwonce, na których pomoc zawsze mogłem liczyć, nawet o nią nie pytając. Dziękuję!


Decyzja w liczbach:

  • Wiza: 476
  • Czas wizy: 18 miesięcy
  • Czas uzyskania wizy: ~2 -4 miesięcy
  • Czas decyzji: ~18 miesięcy
  • Koszty: ~15 – 20 000 zł w tym ~600 zł (IELTS), ~3 000 zł (wiza), ~600 zł (lekarz i inne dokumenty), ~3 000 (lot), ~2 000  (zakwaterowanie na 1  miesiąc), ~1 500 (ubezpieczenie na 6 miesięcy), ~4 500 zł (na życie przez najbliższe ~2 miesiące)
  • Czas samego lotu: ~24 h (1 – 2 przesiadek)
  • Waga bagażu: 20 kg (+ ~kg laptopa)

Pjona!

Leave a Reply

*

captcha *